Cattedrale Vegetale
19.05.2012
Bergamo, północne Włochy. Czterdzieści dwie kolumny, sześćset pięćdziesiąt metrów kwadratowych powierzchni. Prawdziwa pięcionawowa bazylika. I ani jednego kamienia, ani jednej cegły. Powstaje żywa, kwitnąca katedra.
Podobna struktura narodziła się w Valsugana w roku 2002, jako część projektu Arte Sella (na zdjęciu poniżej). W Wielkiej Brytanii obejrzeć można Whipsnade Tree Cathedral w Bedfordshire (z roku 1932) oraz Cathedral of Trees w Newlands, wzorowaną na katedrze w Norwich.

Czyżby idea Rilkego, jakoby średniowieczni budowniczowie „swoich katedr olbrzymich masę, moc i brzemię” wieszali Stwórcy „jak ciężary, by przeszkodzić jego wniebowstąpieniu”, znalazła ostateczną realizację? Tym razem dzięki dosłownemu w ziemi zakorzenieniu?
Kiedy zamiera język
14.05.2012
Na świecie istnieje od sześciu do siedmiu tysięcy różnych języków. Spora ich część, od pięciuset do tysiąca, używana jest jednak przez zaledwie garstkę ludzi. Każdego dnia ginie około dwudziestu pięciu języków. Bezpowrotnie.
W Nepalu żyje dziś już tylko jedna osoba biegle posługująca się niezwykłym językiem kusunda, którego pochodzenie wciąż jest dla badaczy zagadką. Przed dwoma laty zmarł ostatni użytkownik starożytnego języka bo z Wysp Andamańskich.
Kiedy język wymiera, tracimy nie tylko narzędzie porozumiewania się, lecz także wiedzę, jaką dana społeczność przechowała w jego strukturach. A także pewną tożsamość, której urok tkwi w różnorodności. Miło jest mieć świadomość, że potrafimy wyrażać się na sześć, siedem tysięcy rozmaitych sposobów. Jak pisał Ludwig Wittgenstein: „Granice mego języka wskazują granice mego świata”.
Akwarela Cézanne’a
4.05.2012
Dziewiętnaście milionów dolarów na nowojorskiej aukcji za odnalezioną po sześćdziesięciu latach akwarelę Paula Cézanne’a? Bagatela.

Sto dziewiętnaście milionów dolarów za „Krzyk” Edvarda Muncha na aukcji w Sotheby’s? Porażające w równym niemal stopniu co samo dzieło.
Niemniej i tak najdroższym obrazem sprzedanym kiedykolwiek jest jedna z pięciu wersji „Les Joueurs de cartes” – „Gracze w karty” powędrowali do Kataru za rekordową sumę dwustu pięćdziesięciu milionów dolarów. Odnaleziona akwarela jest właśnie szkicem do owej serii obrazów.
Discover Monet
1.05.2012
Czy można ładnie i ciekawie prezentować sztukę? Okazuje się, że można.
Amerykańskie Saint Louis Art Museum udostępniło niedawno arcyciekawy zbiór materiałów edukacyjnych, poświęcony prawdziwej perełce swej kolekcji – „Nenufarom” Claude’a Moneta.
Ex libris: Od Narmera do Kleopatry
27.04.2012
Toby Wilkinson
Powstanie i upadek starożytnego Egiptu
Cztery proste hieroglify: rzemyk sandała, wąż, bochen chleba i skrawek aluwialnej ziemi. Kwintesencja faraońskiej cywilizacji. Wspólnie składają się na epitet odnoszony do królów od niepamiętnych czasów: anch dżet – wiecznie żywy. Jest to stosowne epitafium, nie tylko dla Kleopatry, ale dla starożytnego Egiptu.
Fascynująca opowieść o wielkiej cywilizacji Egiptu. Tajemnicza Hatszepsut, zjawiskowa Nefertiti, religijny rewolucjonista Echnaton. Państwo faraońskie w swej pierwotnej formie przetrwało trzy tysiące lat. Dla porównania: Rzym nie przetrwał nawet tysiąclecia, kultura zachodnia zaś ma za sobą niecałe dwa.
Lorem ipsum
19.04.2012
Przymierzając się do wprowadzenia kilku modyfikacji na niniejszej stronie uświadomiłem sobie z całą wyrazistością, jak niewiele treści niosą z sobą słynne, często cytowane w Internecie słowa „Lorem ipsum dolor sit amet”. Przypomniałem też sobie czytany niegdyś artykuł Nathana Forda „Lorem Ipsum Dilutes Design”, w którym autor porusza kwestię konieczności dostosowania wyglądu witryny internetowej do publikowanej treści, i to już na etapie jej projektowania. I wzywa: „Stop using Lorem Ipsum!”.

Słowa Cycerona, zaczerpnięte, i to dość wybiórczo, z jego dzieła „De finibus bonorum et malorum”, zrobiły dość celebrycką karierę. Łacina, niegdyś język europejskich elit intelektualnych, popadła w ciągu wieków w zapomnienie, stając się w czasach współczesnych mową na tyle egzotyczną, że uznano, iż doskonale się nada do prezentacji tekstu, którego nikt nie będzie czytał ni rozumiał. I o to właśnie chodziło – dzięki temu czytelnik skupi się raczej na prezentacji samego tekstu, zastosowanej czcionce czy wreszcie rozplanowaniu większych jego fragmentów na stronie, czy to książki, czy to witryny internetowej.
Dziś fragmentami cycerońskiej łaciny posługują się m.in. edytory tekstów oraz programy komputerowe do składu i projektowania stron internetowych. Stworzono nawet generatory owych pseudołacińskich zdań, które z łaciną klasyczną niewiele mają wspólnego (dla przykładu, połączenie ng w końcówce wyrazu „adipisicing” w ogóle w łacinie nie występuje). Wszystko po to, by tekst nie niósł z sobą żadnej zrozumiałej treści, a jedynie stanowił wizualną prezentację poszczególnych liter, wyrazów czy zdań.
Czy można jednak całkowicie oddzielić formę od treści? Czy projektanci, dajmy na to, stron internetowych, nie popełniają kardynalnego grzechu lenistwa, tworząc makiety witryn w oparciu o wyimaginowaną treść bez jakiegokolwiek znaczenia? Może powinni powrócić do pism średniowiecznych scholastyków na temat słów i ukrytych w nich znaczeń. No tak, scholastyka, podobnie jak klasyczna łacina, to światy zupełnie obce współczesności. Wspomniany zaś Nathan Ford proponuje, by jako „wypełniaczy” zamiast sławetnego „Lorem ipsum dolor” używać choćby fragmentów… własnych wypowiedzi twitterowych. Ot, i signum temporis.
Zakochany w słowie pisanym
11.04.2012
Carlos Ruiz Zafón w wywiadzie dla Newsweeka z okazji premiery swej najnowszej powieści „Więzień nieba”:
Nie sądzę, żeby literatura miała kiedykolwiek umrzeć. Opowiadanie historii, język literacki są trwałymi elementami natury ludzkiej i w taki czy inny sposób towarzyszyły nam przez całą historię. (…)
Jestem teraz bardziej zakochany w słowie pisanym, w pięknie literatury niż wtedy, gdy zaczynałem zarabiać na życie jako pisarz. Poza muzyką, która jest dla mnie najbardziej wysublimowaną formą twórczości, do jakiej zdolny jest człowiek, nie ma niczego, co można by porównać do piękna języka literatury.
Turner, Monet, Rafael
9.04.2012
Nie lada gratkę szykują w tym roku europejskie muzea dla miłośników malarstwa. Turner w londyńskiej National Gallery, Turner, Monet, Twombly w Tate Liverpool oraz późny Rafael w madryckim Prado. No proszę.
Turner Inspired:
In the Light of Claude
Ekspozycja prezentowana w National Gallery uwidacznia wpływ, jaki na J.M.W. Turnera wywarł siedemnastowieczny artysta Claude Lorrain (1604/5–1682). Dzięki zestawieniu dzieł obydwu malarzy (wśród wystawionych prac znalazły się obrazy olejne, akwarele i szkice) łatwo dostrzec inspirację, jaką Turner czerpał z mistrzowskiego potraktowania przez Lorraina światła i pejzażu.
Warto wspomnieć, iż przed śmiercią Turner podarował londyńskiej National Gallery dwa swoje obrazy, zastrzegając jednak, by zawisły one pomiędzy dwoma malowidłami Lorraina.
Turner – Monet – Twombly
Tate Liverpool prezentuje prace trzech znamienitych artystów J.M.W. Turnera (1775–1851), Claude’a Moneta (1840–1926) oraz Cy Twombly’ego (1928–2011). Na wystawie będzie można obejrzeć m.in. słynne „Nenufary” Moneta oraz romantyczne pejzaże Turnera. Prace Twombly’ego zostaną pokazane w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy.
Ekspozycja zorganizowana przy współudziale Moderna Museet ze Sztokholmu oraz Staatsgalerie Stuttgart.
El último Rafael
Miłośników Rafaela zaprasza do Madrytu muzeum Prado, które przygotowuje jedną z największych wystaw tego artysty w historii. W centrum uwagi znajdą się dzieła z późnego okresu jego twórczości. Ekspozycja zostanie następnie zaprezentowana w Luwrze.
Mówić o rzeczach prostych…
8.04.2012
Rzeczy stały się dla mnie rzeczami, zwierzęta zwierzętami, kwiaty kwiatami. Nauczyłem się prostoty, że wszystko jest zwyczajne, i dojrzewałem do tego, by mówić o rzeczach prostych…
{Rilke do Lou Andreas-Salomé}
Po roku milczenia zatęskniłem za pisaniem. Rok to wprawdzie niewiele, w porównaniu na przykład z dwudziestoma pięcioma latami milczenia Paula Valéry, który pewnego dnia zarzucił poezję i zajął się matematyką. A jednak po latach obudziła się w nim konieczność artystycznego słowa, wszystko, co od tamtej pory stworzył, to dzieła najwyższej oryginalności i znaczenia.
Wracam zatem na tę ścieżkę bezsenną wśród rozpromienionej przestrzeni. A w uszach pobrzmiewają słowa Valéry’ego z wiersza „Palme” (które starałem się jak najłagodniej przełożyć):
Cierpliwość, cierpliwość spełnienia,
cierpliwość pod nieba błękitem,
z każdą chwilą milczenia
dojrzewa w nas błogim rozkwitem.
Rilke… c’est moi!
22.04.2011
Cisza obrazów. Oddech posągów. Mowa, gdzie mowy się kończą. Czas ginącego serca. Przemiana uczuć w słyszalny krajobraz.

Ostatnie moje wpisy, jakkolwiek podejmują rozmaite tematy, nigdy nie pomijają postaci Rilkego i odniesień do Rilkeańskiego wszechświata. Dlaczego, pisząc o nowej wystawie czy publikacji, podziwiając któreś z arcydzieł sztuki czy literatury, nie potrafię nie spojrzeć oczami poety, nie potrafię nie wspomnieć o jego wrażeniach, nie potrafię nie nawiązać do jego postaci?
Ledwie przed kilkoma miesiącami ukazało się w formie książkowej urocze „Wspomnienie o Rainerze Marii Rilkem” pióra księżnej Marie von Thurn und Taxis. Portret Rilkego subtelny, wysmakowany, na wskroś osobisty. A już niebawem Arkadia Verlag zaprezentuje zupełnie odmienny wizerunek poety, nakreślony w książce F. Raddatza „Byt niezmierzony”. Na stronach wydawnictwa można już obejrzeć zapowiedź tej publikacji, a także przeczytać jej fragment.
Z niektórymi postaciami wiążemy się na całe życie. Niektórzy bohaterowie młodości towarzyszą nam w każdej wędrówce, pośród drzew płaczu i łąk rzewnie kwitnącego żalu. Niektóre marzenia wiodą nas przez daleki krajobraz Skarg, pokazując nam słupy świątyń albo ruiny owych zamków, skąd niegdyś władali książęta Krainy Trenów. Niektóre przedmioty żyją w nas jako nasza własność, pod ręką, w spojrzeniu, chcąc, byśmy je przemienili w swym niewidzialnym sercu.
Przyjacielu wielu dali, milczący… twój oddech rozpromienia przestrzeń.