Satysfakcja tłumacza

20.11.2009

Ciekawą rozmowę z trzema tłumaczami dzieł, które weszły do kanonu literatury światowej, zamieszcza najnowszy Newsweek. Roztrząsając kwestię, czy warto tłumaczyć arcydzieła wcześniej już przełożone, Antoni Kroh, Wojciech Charchalis i Adam Pomorski stwierdzają:

[…] lepiej mówić o przekładzie tekstów fundamentalnych. Z tym mierzy się każda epoka w dziejach kultury. Możliwość i umiejętność oddania w przekładzie poetyki takiego oryginału to sprawdzian stylistyki rodzimej.

Trudno też nie zgodzić się z opinią Charchalisa:

Nie sądzę, by któryś z tłumaczy poważył się kiedykolwiek na stwierdzenie, że jego tłumaczenie jest definitywne – gdyby miał w sobie tyle pychy, byłby pisarzem […]. Krytyki przekładu w Polsce po prostu nie ma. Zdarza się czasem, że ktoś coś napisze na temat tłumacza – najczęściej źle – ale czy autor recenzji zajrzał do oryginału?

Skąd zatem tłumacz winien czerpać satysfakcję?

Satysfakcja tłumacza nie polega zresztą na rozgłosie – to z reguły praca anonimowa.