DariuszGuzik.net

Rainer Maria Rilke
Klara Rilke-Westhoff
Wybór listów

Topos 2008

Klara Westhoff przez 53 lata skromnie i dumnie nosiła nazwisko Rilke, widomy znak wpływu poety na jej osobowość i artystyczną karierę. Lecz tylko przez kilkanaście miesięcy małżonkowie pozostawali w ścisłym, rodzinnym związku. Ich drogi musiały się rozejść. Rilke wyobrażał sobie małżeństwo jako wspólnotę, w której „każde będzie czuwać nad samotnością drugiego”. „Współistność dwojga ludzi — pisał niedługo po ślubie — to rzecz niemożliwa, stanowi ograniczenie, obopólną umowę, która obrabowuje jedną lub obie strony z pełni ich swobody i z ich rozwoju”. „Każde z nas — wyzna poeta w liście do Ellen Key — czuło w drugim życie, które potrzebowało samotności i spokoju, aby wytrwać w swej długiej i ważnej pracy. Nasza wspólnota miała nam stworzyć owo ciche odosobnienie”. Ideał ten okazał się jednak nieosiągalny.

Mimo wszystko Rilke i Klara nigdy nie zerwali łączącej ich serdecznej więzi. Przez całe lata utrzymywali korespondencję, w miarę możliwości wspierali się w trudnych chwilach. To właśnie Klarze będzie Rilke powierzał rękopisy swych poetyckich tomów jeszcze przed ich publikacją; do niej też skierowane są listy traktujące o Cézannie, którego obrazy, wystawione w paryskim Salon d’Automne w październiku 1907 roku, wywarły na Rilkem niezapomniane wrażenie. To właśnie Klara jako pierwsza pozna szczegóły spotkania Rilkego z Rodinem we wrześniu 1902 roku; z Klarą spróbuje Rilke na kartach listów „ułożyć podróż egipską, w jaką nikt jeszcze nie zdołał wyruszyć, o jakiej nikt jeszcze nie umiał opowiedzieć”.

Kiedy jednak podążam drogą owego błogosławionego cudotwórcy, mijając nazwiska nabrzmiałe od prastarych znaczeń, niczym odblask jego widzialności i pewności ukazuje się pustynia, niepewna, bez końca i bez początku, niby dzieło nieukończone; przestrzenie, które czasem unoszą się wszędzie, druzgocąc niebo swoją pustką, tkanina prastarych dróg, które znoszą się wzajemnie, morze, którego odpływ odsłania dno, zaś przypływ sięga gwiazd, wznosząc się niczym popędliwa pasja, nieobliczalna, niepojęta, niepowstrzymana. Jeśli się widziało morze i przywykło do nieskończonej obecności niebios, która niczym w lustrze odbija obraz płaskiej ziemi, zaś w innych stronach wspiera się na jej górskich łańcuchach, jeśli się tego wszystkiego pojęło choćby i część, wówczas zostaje jeszcze to jedno, niepojęte: pustynia.

Zobaczysz ją. Zobaczysz głowę wielkiego Sfinksa, która z trudem wznosi się ponad wszechobecnym nabrzmieniem, ta głowa i to oblicze, które ludzie zaczęli kształtować w formie i wielkości, którego wyraz wszakże, spojrzenie i wiedza, zostały ukończone z niesłychaną powolnością, stąd jawi się zupełnie inna niźli nasze twarze. My tworzymy obrazy z nas samych, korzystamy z każdej sposobności, by przemienić się w twórców świata, wznosimy rzecz za rzeczą wokół naszego wnętrza — tu zaś istniała rzeczywistość, która poddała się owym rysom, rysom z kamienia. Poranki tysiącleci, naród meandrów, rozbłysk i upadek niezliczonych gwiazd, gwiazdozbiorów wielkie trwanie, żar owych niebios oraz ich rozległość były tam, i były tam zawsze, nie zapomniane, lecz poddane głębokiej obojętności tego oblicza, tak długo, aż zdało się ono patrzeć, aż ukazało wszelkie znaki widzenia tych właśnie obrazów, aż niczym twarz zatraciło się we wnętrzu, w którym wszystko to istniało, sposobność, i żądza, i wszech-konieczność.

A wówczas, w chwili, w której wypełniło się wszystkim, co istniało wokół, uformowane przez swe otoczenie, objawiło swój wyraz. Jakby wszechświat posiadł własną twarz, oblicze to odbijało obrazy daleko poza najodleglejsze z gwiazd, tam, gdzie żaden obraz nigdy nie istniał… Powiedz… czy tak właśnie nie jest? Myślę sobie, że tak być musi; nieskończona przestrzeń, przestrzeń, która wybiega poza gwiazdy, musiała, zda mi się, powstać wokół tej figury…

Wybór listów Rainera Marii Rilkego do żony Klary Rilke-Westhoff, poprzedzony wstępem tłumacza, został opublikowany w numerze 5/2008 czasopisma Topos.